Karl i dom nad rzeką

Karl mieszka w dole wzgórza, nad rzeką. Europejczyk w Gwinei. Brzmi jak początek reportażu albo dowcipu. Dlaczego jego lokalne małżeństwo się nie udało? Czego tu szukał? Czego nie znalazł? A może – jak to zwykle bywa – znalazł coś zupełnie innego, niż planował.

Dom ma piękny. Naprawdę. Żona, dzieci. A właściwie: zbieranina dzieci.
— Nie myśl, że wszystkie moje — śmieje się Karl.
Nie wiadomo czyje. Jakaś rodzina żony. Ktoś przyjechał w odwiedziny i… został. Niektóre dzieci są tu od kilku lat. Dom stoi, a ludzie przez niego przepływają, albo raczej przypływają.

Karl częstuje mnie ryżem z sosem oberżynowym. Następnego dnia idziemy na targ. Jemy lokalny ryż z sosem — może arachidowym, może po prostu „dzisiejszym”. Siedzimy między ludźmi, dźwiękami, zapachami. Bez ceremonii. Zwyczajnie. Dobrze.

Droga do Pity była długa i wytrzęsiona, ale takie drogi prowadzą dokładnie tam, gdzie trzeba.

Piękny dom praktycznie należy już do żony. Karl mieszka w kamperze zaparkowanym w ogrodzie. Nie był w stanie przystosować się do jej stylu życia. Chciał, żeby rodzina jadła przy stole. Udało się raz. Jeden jedyny raz. Teraz piękny stół stoi na tarasie — jak eksponat muzealny.

Żona woli jeść na podłodze, z dziećmi. Karl chciał na tarasie zrobić klimatyczną kawiarnię z naturalnymi sokami. W praktyce po tarasie chodzą i srają kury, leżą worki z ziarnem, jakieś szmaty, ubrania upchane w kątach. Suszy się maniok.

Karl się śmieje. Trochę z siebie, trochę z życia. Dom nad rzeką żyje własnym rytmem. Oto co znalazł — choć niekoniecznie tego szukał.





No comments:

Post a Comment