Pogrzebowe spotkanie i chrzciny w ramadanie

Wydaje mi się, że jest wcześnie. Hałała jeszcze nie wychodziła do szkoły. Okazuje się, że dziś nie idzie – ze względu na chrzciny. Ousmane budzi mnie delikatnie o ósmej. Nie miałam pojęcia, że jest już tak późno. Spało mi się znakomicie. Aż za dobrze – trudno się wstać.

Ousmane pyta, czy pojadę z nim do rodziny zmarłej cioci. Brat, który przyjechał wczoraj, wybiera się tam złożyć kondolencje.
— Nie musisz, możesz spać — mówi. — My szybko wrócimy i pójdziemy razem na batem.

Ale wstaję szybko i chcę jechać.

Plastikowy czajnik z wodą, przemywam twarz, ubieram się i jedziemy motorem. Niedaleko. Na podwórku siadamy w półkręgu. Rodzina wynosi plastikowe krzesła. Po jednej stronie mężczyźni, po drugiej kobiety. Dziecko wymiotuje. Sąsiadka przechodzi z ogromnym tobołem na głowie, zostawia go przy ogrodzeniu i dosiada się do nas.

Rozmawiają. Brat wręcza paczki pieniędzy. Tutaj wszystko jest w paczkach pieniędzy. Banknoty po dziesięć, przełożone dziesiątym w poprzek — tak łatwiej liczyć. Dziękują mi, że przyszłam. Mówią, że to dla nich ważne.

Ousmane pokazuje palcem na nadgarstek — tam, gdzie zwykle nosi się zegarek. Znak, że powinniśmy iść.

Wracamy. Mijamy cegielnię. Jeszcze tu wrócimy.

Na chrzcinach jest już tłum i wciąż schodzą się nowi goście. Takie imprezy są ogłaszane w lokalnym radiu — może przyjść każdy. Podwórko jest całe zajęte. Kto nie ma krzesła, siedzi na macie. Kto nie ma maty — jakoś też siedzi.

Zaskoczyło mnie, że w ramadanie organizuje się batem, ale tak właśnie jest. Goście dostają poczęstunek na wynos: kuskus i „mleko”, czyli coś w rodzaju twarożku. To tradycyjne jedzenie na chrzciny — nie może go zabraknąć.

Zainab dostała mnóstwo pagne i ubranek dziecięcych. Jej mama mówi mi, że nic nie wiem o życiu,


skoro nie mam dzieci. Piękna kobieta. Dziś wygląda wyjątkowo — przebierała się już dwa razy w różne piękne suknie.

Imam nadaje dziecku imię. Od dziś Zainab oficjalnie je ma. Zwykle robi się to siedem dni po narodzinach, ale dziewczynka długo była w szpitalu, więc robią po czternastu — to też jest dopuszczalne.

Słońce pali. Siedzę z kobietami na macie. Żartujemy. Poznaję Aminatę, kuzynkę Ousmana, siostrę mamy Zainab. Śmieją się, że jestem madame Suaré. Dostaję swoją porcję kuskusu z twarożkiem.

Wracamy do domu. Coś jem. Zaczynamy gotowanie.

Przyjechał też kuzyn z Mali, z żoną i dzieckiem. Opowiada, że była kibicem reprezentacji Wybrzeża Kości Słoniowej podczas Pucharu Narodów Afryki. Dowiaduję się przy okazji, że rząd wysłał kibiców na koszt państwa: autobusy, noclegi w dobrych hotelach, wyżywienie. Wrócili dopiero wtedy, gdy reprezentacja odpadła w ćwierćfinale.




No comments:

Post a Comment