Pierwszy dzień postu. Kury wchodzą do mieszkania bez pukania i łowią okruszki z podłogi. Nikogo to nie dziwi. Przede mną zaparkowany motocykl, po prawej lodówka – zamykana na klucz, po lewej telewizor. Pode mną materac, który powoli wraca do natury i butwieje, jakby chciał się rozłożyć razem z europejskimi wyobrażeniami o komforcie.
O czwartej rano nawoływanie z meczetu do posiłku. Salima wstaje. Je z mężem, potem modlitwa o piątej – pierwsza tego dnia. Trzeba zjeść przed modlitwą. Potem znów sen: on śpi do momentu kiedy musi wstać do pracy, ona do chwili, gdy obudzi się dziecko.
Rano śniadanie dla córki i wyjście do sąsiadki na plotki. Salima zakłada szatkę, która okrywa głowę i ciało do połowy. Pod spodem oczywiście nic. W domu chodzi z piersiami na wierzchu – naturalnie, bez skrępowania. Ma 23 lata, dwuletnie dziecko i rozstępy na piersiach.
Życie odcisnęło się szybko.
Jej ojciec to wysoki stopniem wojskowy, starszy brat mieszka w Stanach. A ona z mężem lekarzem w przeciętnym afrykańskim mieszkaniu. Biały powiedziałby: slumsy. Na pięć rodzin jeden śmierdzący betonowy kibel i prysznic, czyli pomieszczenie, do którego wchodzi się z wiadrem wody, żeby się umyć. Dwa pomieszczenia - mieszkalne. Gotowanie na podwórku albo w zadaszonym baraku, zwłaszcza w porze deszczowej.
Dom męża na wsi, który właśnie buduje, na zdjęciach wygląda imponująco. Marzenie z betonu, kafelków i planów. W Labé, gdzie pracuje, mieszka się jednak w ciasnocie.
Mąż dużo pieniędzy przegrał w kasynie. Teraz gra na zakładach meczowych: Xbet i inne cuda nowoczesności. Marzy o wygranej. Oczywiście więcej przegrywa niż wygrywa. Żona o tym nie wie. W każdej wolnej chwili obstawia mecze, Żona, gdy mu zagląda przez ramię, myśli, że po prostu gra w grę.
Cała Afryka marzy o łatwych pieniądzach. Nie dlatego, że „nie chce się pracować”, tylko dlatego, że praca rzadko daje tu wyjście. Hazard i wyjazdy do Europy są popularne. Nie dotyczy to biednych – biedni są tu i będą. Ale ci, którzy mają jakieś pieniądze, kombinują. Wolą wydać wszystko na ryzykowną podróż do Europy, z nadzieją, że tam szybko się wzbogacą. Gdyby zainwestowali na miejscu, musieliby się napracować. A praca nie pachnie snem o cudzie.
Kury dalej chodzą po mieszkaniu. Post trwa. Marzenia też.



No comments:
Post a Comment