O tym, czego się nie sieje

Mało się uprawia w tym kraju. Rolnictwo zostało porzucone — tak jak Fulanie dawno temu porzucili swoje stada krów. Albo zostali zmuszeni, bo tu granica między „zrezygnowali” a „nie mieli wyjścia” jest cienka jak kurz na drodze.

Ryż się jeszcze uprawia. Nawet na wzgórzach, bo wody dostarczają obfite deszcze. Jest też fonio — chyba to samo, co petit mil w innych krajach, tak przynajmniej zgaduję. Ale większość ryżu przypływa statkami z Indii. Reszta upraw to „po trochu”: tu kukurydza, tam maniok, gdzieś orzeszki. Zdecydowanie za mało na potrzeby kraju.

Mało kto zajmuje się rolnictwem. Ludzie przeprowadzają się do Konakry. Wszyscy chcą handlować. Stolica urosła do gigantycznych rozmiarów, jakby handel sam w sobie miał wyżywić miasto.

Owoce są relatywnie drogie. Kilo owoców czy kilo mięsa — wychodzi na to samo. Pięć tysięcy franków za kilka sztuk winogron (jakieś 2,25 zł). Za tę samą kwotę kupię buji i dwie osoby najedzą się porządnie. Dwa mango — dziesięć tysięcy (4,50 zł). Egzotyka bywa luksusem we własnym klimacie.

W Picie, mimo że marcowe słońce najgorętszego miesiąca grzeje niemiłosiernie, noce są naprawdę chłodne. Aisatu przynosi mi grubą kołdrę. Troska nie potrzebuje wyjaśnień.

Na tarasie swojego pięknego domu Aisatu suszy obrany i pokrojony maniok. Później będzie go rozdrabniać w wielkim drewnianym moździerzu na mąkę potrzebną do „too”. Tymczasem młóci kukurydzę. Rytm pracy jest stały, jakby wpisany w ciało.

Gotujemy bisab — napój z hibiskusa. Dolewamy wodę, wsypujemy miskę cukru i rozlewamy do woreczków i butelek. Rękę mam siwą od tego soku. Tak wygląda produkcja.

W pięknym, eleganckim domu sprzątanie ogranicza się do zamiatania miotłą z palmy. Innego sposobu sprzątania w Afryce po prostu nie ma.

Niemiec Karl wyczytuje w internecie mądrości o użyteczności roślin i zwierząt, dzieli się nimi z miejscowymi. Oni wzruszają ramionami i żyją dalej według swojej tradycji. Jedzą to, co jedli dziadowie. Karl się wkurza — że tacy głupi, że nie chcą się uczyć, że nie doceniają współczesnej nauki.

A oni po prostu nie widzą powodu, by zmieniać coś, co — jak dotąd — pozwoliło im przeżyć.



No comments:

Post a Comment