Omlet, kawa tuba i paliwo marzeń

Śniadanie w knajpie. Omlet. Właściciel udaje, że nie zna francuskiego, bo jest z Gambii. Trudno powiedzieć, czy naprawdę nie zna, czy po prostu dziś mu się nie chce. W Afryce to często równie ważny powód jak brak słów. 

Ousmane od rana szuka benzyny. Chce jechać do Mali. Szuka intensywnie, z nadzieją, ale bez planu B. Paliwo jest tu czymś pomiędzy towarem a obietnicą – jak jest, to się jedzie, jak nie ma, to się czeka.

W gorącym popołudniu spaceruję po okolicy. Targowisko w dzielnicy Daka II rano tętni życiem, potem powoli przymiera. Stragany zamykają się jeden po drugim, sprzedawcy chowają się w cieniu, miasto zwalnia. Południe nie służy interesom, służy przetrwaniu.

Wieczorem przyjeżdża po mnie doktor. Jedziemy tradycyjnie na kawę tuba. Ostrzegam go przed hazardem – jego nowym, cichym hobby. Kiwa głową, uśmiecha się, temat znika. Potem ataya u brata Ousmana. Rozmowy o wszystkim i o niczym, a jednak ciekawe. Takie, które nie potrzebują konkluzji.

Rano doktor ma mnie odwieźć z powrotem. Ousmane benzyny nie znalazł. Mali poczeka. Ja pojadę stopem.

W Afryce plany są ruchome. Paliwo, kawa, rozmowy – wszystko decyduje się na bieżąco. I jakoś to jedzie dalej.

No comments:

Post a Comment