Fioletowe drzewa kwitną tak intensywnie, jakby chciały konkurować z ruchem ulicznym.
Przejeżdżamy przez targowisko, gdzie wszystko się rusza: ludzie, motocykle, stragany, kozy i emocje. Co chwilę tworzą się spektakularne zaklinowania komunikacyjne, które następnie próbuje się — bardzo gorąco i bardzo ekspresyjnie — rozwiązać. Piątek jest dniem targowym, a ten piątek to dodatkowo ostatni piątek przed ramadanem, więc napięcie w powietrzu da się kroić nożem (albo maczetą).
Idziemy do kawiarenki internetowej — relikt, który w Afryce ma się całkiem dobrze. Potem wracamy do domu, a na obiad idziemy niedaleko, do rodziny Mamadou. Po południu słońce wreszcie trochę odpuszcza — uff. Na deser banany, bo czemu nie. Następnie odwiedzamy Ousmanne. Siedzimy z jej mężem, bo ona z dzieckiem poszła na wesele. Ostatnie przed Ramadanem — jak ostatni pociąg przed świętami, jak karnawał przed Wielkim Postem.

No comments:
Post a Comment