Sos, który wie, kiedy jest gotowy

Gotujemy z Salimą sos z orzechów arachidowych. „Gotujemy” to może za dużo powiedziane – raczej uczestniczymy w rytuale, w którym każdy gest ma sens, a noże są zbędne.

Na początek pasta orzechowa. Trochę. Ile? Tyle, ile trzeba. Mieszamy ją z wodą, aż przestaje się buntować i zaczyna udawać sos. Potem pomidory. Dostaję miskę z dwoma sztukami i jeden ruch ręki Salimy mówi wszystko: zrób coś z tym. Noża brak. Po co nożem zajmować się takimi pierdołami? Pomidory rozdrabnia się w dłoniach, jak cywilizowany człowiek.

Do sosu trafiają suszone ryby, wcześniej ubite w moździerzu. Salima jednym ruchem dłoni oddziela ości i skórę, resztę wsypuje do garnka. Ja dostaję moździerz: cebula, jedna papryczka i tajemnicze warzywo w kształcie pustych kwiatów. Wygląda jak hibiskus, ale na pytanie „co to?” odpowiedzi brak — po prostu to się dodaje.

Do środka lądują jeszcze dwie całe papryki, jeden afrykański bakłażan (czyli malutka oberżyna), trzy albo cztery gombo oraz… głowa tej suszonej ryby. Patrzy na mnie oskarżycielsko, ale nic nie mówię.

Sos gotuje się długo. Bardzo długo. Aż zaczynają się na nim pojawiać oczka oleju. Jak są widoczne na powierzchni – sos jest gotowy. To jedyny zegarek w tej kuchni. Na koniec trochę soli i kostka niby-rosołowa. 

Na kuchence elektrycznej gotuje ryż. Wymyty ryż do garnka, sól, woda, zamknąć. Bez filozofii.

W międzyczasie plotkujemy z sąsiadką. Opowiada mi o nowelach – serialach, historiach z życia, o tym, kto co komu powiedział i dlaczego. Tak się tu spędza życie: na podwórkach. Gotując, zmywając, piorąc i plotkując. Bo dni spędza się na podwórku. Wspólnym. Prywatność jest luksusem, wspólnota – standardem.

Następnego ranka przy śniadaniu rozmawiamy o przemocy wobec kobiet. Temat ciężki, rozmowa spokojna. Pijemy „kawę”. To znaczy herbatę. Bo wszystko, co pije się rano, nazywa się tu kawą – niezależnie od zawartości.

Afryka ma swoje definicje. Sos wie, kiedy jest gotowy. Kawa nie musi być kawą. A życie toczy się między garnkiem a rozmową, bez noża, za to z pełnymi rękami.





No comments:

Post a Comment