Potem wizyta u rodziny. Dom – czysty, elegancki, duży salon z kanapami, aż chce się usiąść i nic nie robić. Kobiety schodzą się powoli, jakby na znak. Gospodarz zginął gdzieś w Angoli w wypadku – historia opowiedziana mimochodem, bez patosu, jakby chodziło o pogodę. Tu życie i śmierć sąsiadują bez zapowiedzi.
Na podwórku przygotowujemy śniadanie i od razu je zjadamy. Dzieci krążą, zaglądają do garnków, są wszędzie. Gorąco robi swoje – zasypiam. Tak po prostu. Afryka czasem wyłącza człowieka jednym kliknięciem temperatury.
Po południu jadę do innego Mammadou Diallo. Połowa facetów w kraju tak się nazywa, więc zawsze trzeba dopytać: który Mammadou? Ten akurat jest „tym drugim”.
Niedziela miała być ostatnim dniem przed postem, więc znajomi zgromadzili się w domu Salimy, żony doktora Mamadou. Tańce, muzyka z Internetu, salon w stylu slumsowym, a w nim temperatura jak w piekarniku ustawionym na „opcja grill”. Jedna z koleżanek skarży się półgłosem, że mąż trzyma ją w domu – nie może pracować, wychodzić, a jak nie chce seksu, to ją bije. Muzyka gra dalej. Afrykańska codzienność nie ma pauzy.
Doktor Mamadou zabiera mnie na kawę tuba. Jest gorąco, ale kawa tuba w upale wchodzi zaskakująco dobrze – przyprawiona, intensywna, bardziej doświadczenie niż napój. Późnym wieczorem przychodzi informacja: ramadan jednak przesunięty o jeden dzień. Zyskujemy bonusowy dzień życia.
W ten dodatkowy dzień rano gotujemy sos arachidowy. Po obiedzie drzemka – narodowy sport. Gdy doktor wraca z pracy, idziemy zobaczyć meczet po remoncie, sfinansowanym przez prezydenta kraju. Obok kościół. Potem znów kawa tuba, bo czemu nie.
W klinice, gdzie pracuje doktor, ruch niewielki. Stan przyzwoity, pojedynczy pacjenci wpadają na konsultację. Chłopaki gotują herbatę ataya przed budynkiem, a w biurze nogi lądują na biurku – profesjonalny luz w wersji tropikalnej.
W innej dzielnicy Dakaru doktor ma sklepik: odrobina lekarstw z kliniki i na wejściu trzy kosmetyki na krzyż, bo sprzedaż leków poza aptekami jest formalnie zabroniona. Najwięcej jest testów ciążowych i zastrzyków na ciężką malarię. Na półkach stoją zakurzone balsamy i żele wybielające, obok podpaski. Jedna z klientek kombinuje, jak wyciągnąć od chłopaka pieniądze na przerwanie… udawanej ciąży. Kreatywność bywa tu ważniejsza niż edukacja.
Taka to niedziela. Trochę tańca, trochę kawy, trochę dramatu, trochę snu. I jeszcze jeden dzień przed postem – darowany z nieba albo z kalendarza księżycowego. W Afryce nawet czas potrafi się pomylić.




No comments:
Post a Comment