Wjazd z Beninu do Togo zaczął się jak dobrze zorganizowana podróż, czyli od tego, że nikt dokładnie nie wiedział, kto właściwie ma mnie zawieźć.
Wyjeżdżając z Parakou, zapłaciłam taksówkarzowi za przejazd do Kara w Togo. Problem polegał na tym, że mój kierowca do Kara wcale nie jechał. Znalazł więc po drodze kolejnego kierowcę, ten następnego, a ja byłam przekazywana z samochodu do samochodu jak paczka kurierska, tylko bez numeru przesyłki i gwarancji dostawy.
W końcu dotarłam do granicy. Dalej przez granicę przejechałam motocyklem, do najbliższego miasteczka, a stamtąd oczywiście kolejna taksówka. Afrykański system komunikacji ma tę zaletę, że człowiek przestaje zadawać pytania. Po prostu jedzie.
Na granicy najpierw wyjazd z Beninu. Zdjęcie, odciski palców. Tyle że maszyna do odcisków najwyraźniej miała gorszy dzień. Pogranicznik przykładał moje palce raz z jednej, raz z drugiej ręki. Trzyma, dociska, czeka. Nic.
Komputer przegrał z rzeczywistością.
Pogranicznik się poddał. Skoro technologia nie działa, zostaje rozwiązanie sprawdzone od pokoleń: wielka księga. Panowie pod namiotem wpisali wszystko ręcznie.
Po stronie Togo sytuacja wyglądała podobnie. Mały posterunek, namiot, wielkie księgi i niewielki ruch. No, może poza gigantyczną kolejką ciężarówek wjeżdżających do Togo.
A potem zaczęło się Togo.
Baobaby ze zwisającymi owocami, okrągłe gospodarcze domki z czerwonej ziemi i strzechą. Gdzieś pomiędzy zabudowaniami nagle pojawił się tancerz w tradycyjnym stroju, z grzechotkami przy nogach. Człowiek wyglądał, jakby wyszedł prosto z innego świata, a ja dopiero przekroczyłam granicę.
W północnym Togo mieszkają Kabyè, jedna z najważniejszych grup etnicznych tego regionu. Ich kultura jest mocno związana z tradycją, przodkami, rolnictwem i rytuałami przejścia. Najbardziej znane są Evala – tradycyjne walki młodych mężczyzn, będące częścią inicjacji i przejścia do dorosłości. To nie jest po prostu sport. To ważny rytuał społeczny i kulturowy, podczas którego liczą się siła, wytrzymałość, odwaga i przynależność do wspólnoty.
Ja jednak na razie nie miałam okazji zobaczyć Evali. Musiałam zadowolić się rozmowami z Bnamem, moim gospodarzem.
Bnam jest Kabyè, szczupły, z nogami tak żylastymi, jakby codziennie przebiegał maraton. Po wypadku zostały mu liczne blizny. W jego pokoju kurz był wszędzie, ubrania miały własną historię, a polarowe prześcieradło wyglądało tak, jakby dawno straciło kontakt z pralką.
Bnam nie narzekał jednak na upał.
Ja narzekałam za nas oboje.
Każdego ranka patrzyłam przez okno, widziałam słońce i pierwsza myśl brzmiała: „Cholera, znowu to słońce”.
Jeszcze nigdy w życiu tak się nie pociłam.
Bnam natomiast uważał, że to Europejczycy mają problemy. Rozmawialiśmy o różnicach kulturowych, o kobietach, małżeństwie, pieniądzach i Europie. Jego zdaniem poligamia ma pewną praktyczną zaletę: jeśli jedna żona odejdzie, zostają jeszcze jedna albo dwie.
Trudno powiedzieć, żebym była gotowa przyjąć ten argument jako uniwersalną poradę małżeńską.
Rozmawialiśmy też o tym, jak Afryka patrzy na Europę. O pieniądzach wysyłanych z Europy na różne projekty, o organizacjach i o tym, że można dzięki nim zarobić naprawdę dużo jak na miejscowe warunki. Jednocześnie Bnam uważał, że europejski styl życia niekoniecznie wszystkim tutaj odpowiada.
Nazwać Europę „kontynentem chorób” – tego się nie spodziewałam.
W Togo widziałam za to rzeczy bardzo proste: kobiety pompujące wodę ze studni, często z dziećmi na plecach. Studnie i ręczne pompy są tu częścią codzienności. W północnym Beninie i Togo woda nie przychodzi przecież z kranu tylko dlatego, że człowiek odkręci kurek.
Są też skrzyżowania oznaczone oponami. Jedna opona na drugiej, czasem bardzo wyświechtane, wyznaczają środek drogi.
Proste rozwiązanie. Żadnej elektroniki.
I może właśnie dlatego działa.
Po kilku dniach w Afryce Zachodniej zaczynam rozumieć, że tutaj naprawdę wszystko ma swój system. Tylko czasami ten system trzeba najpierw samemu odkryć.
Na granicy pomaga wielka księga.
Na skrzyżowaniu – dwie stare opony.
A jeśli chodzi o pogodę – cóż, najwyraźniej pozostaje mi zaakceptować fakt, że słońce w Togo ma zdecydowanie więcej wytrwałości ode mnie.
No comments:
Post a Comment